PRL-owska tradycja – żywy karp!

2016-12-21

Co roku przed Świętami Bożego Narodzenia mamy do czynienia z okrutnym traktowaniem żywych karpi. Transport czy przetrzymywanie żywych ryb w celu ich sprzedaży w pojemnikach bez wody, w nadmiernym stłoczeniu, które są znęcaniem się nad zwierzętami, tłumaczymy „tradycją”. Początki tej „tradycji” sięgają czasów PRL-u i zdaniem Klubu Gaja sprzedaż żywych karpi i innych ryb nie powinna być kontynuowana w XXI wieku.

Do Polski karpie wprowadzili Cystersi w XII w., a ryba była uzupełnieniem postnej diety mnichów. Do drugiej połowy XX wieku karpie nie były jednak kojarzone z Wigilią. Tradycyjną rybą na świątecznym stole w Polsce był szczupak, lin lub sum, no i oczywiście śledź. „Tradycja” zakupu żywego karpia wiązała się z niedostatkami żywności w PRL. Karp był wówczas jedyną świeżą rybą sprzedawaną w okresie przedświątecznym.

Zasługi w tym zakresie ma powojenny minister przemysłu (1949-1952) Hilary Minc, który postulował centralizację gospodarczą w Polsce, propagował i wdrażał system nakazowo-rozdzielczy. Zapewnienie stałych dostaw do sklepów Centrali Rybnej w powojennej rzeczywistości okazało się jednak w praktyce nierealne. Wymyślono więc hasło „Karp na każdym wigilijnym stole w Polsce”. 

Masowy sposób hodowli karpia ułatwił ówczesnym komunistycznym władzom realizację głoszonego hasła. Obywatele z braku jakichkolwiek innych ryb – cieszyli się z możliwości kupienia żywej ryby przed świętami. Tym bardziej, że często była to forma „premii w naturze” w zakładach pracy. Stąd zresztą wzięła się kolejna „tradycja” – przynoszenia do domu żywej ryby, innej po prostu nie było. Wystarczyło kilkadziesiąt lat komunistycznego zwyczaju żeby do dziś wielu Polaków nie wyobrażało sobie Wigilii bez karpia.

Zwyczaj rodem z PRL-u sprzedaży żywych ryb nadal się utrzymuje. Każdego roku Klub Gaja otrzymuje dziesiątki e-maili i telefonów od osób, które nie mogą pogodzić się z faktem przetrzymywania w basenach, zbyt wielu ryb, często poranionych, a nawet martwych oraz transportu żywych ryb w foliowych reklamówkach.

Interweniujemy, ale również apelujemy: karp podobnie jak pies czy kot jest zwierzęciem odczuwającym ból i cierpienie. Jedyna różnica miedzy nimi jest taka, że nie skomli i nie miauczy. Niestety nie wydaje żadnego głosu, który mógłby być usłyszany w sklepowym basenie czy foliowej reklamówce przy kasie. Karp jest zwierzęciem, nie jest rzeczą, nie traktujmy go więc jak martwego przedmiotu! – mówi Katarzyna Chałas z Klubu Gaja.

Założeniem kampanii Klubu Gaja Jeszcze żywy KARP jest zmiana postaw społecznych i przyzwyczajeń konsumentów w celu ograniczenia cierpienia żywych karpi. Sprzedaż karpia z lodu czy chłodni, tak jak innych ryb, zmniejsza cierpienie tych zwierząt i takie rozwiązanie proponujemy konsumentom.

Więcej informacji na:
www.jeszczezywykarp.pl
www.klubgaja.pl

Gdy widzisz okrutne traktowanie karpi czy innych ryb – reaguj, działaj! Zobacz co możesz zrobić >>>>>

Polecamy:

GazetaPrawna.pl >>>>>   

RP.pl >>>>>   

Newsweek.pl >>>>>   

BeskidNews.pl >>>>>