Jeszcze żywy karp wciąż czeka

2020-12-04

Żyjemy w świecie nieustającej zmiany. To co jeszcze do niedawna wydawało się stałe i mogło stanowić nasze punkty odniesienia w realnym życiu wraz z pandemią przestało działać. Bardzo często osamotnieni i niepewni poruszamy się w nieznanych kierunkach bez drogowskazów i wsparcia. Czujemy, że zbliża się nowe ale nie przeczuwamy nawet co ono będzie znaczyło w naszym życiu społecznym i osobistym. Nie wiemy nawet, jak długo potrwa odchodzenie starego i poszukiwanie nowych rozwiązań. A szukać trzeba. Nie tylko na zewnątrz ale w szczególności, w sobie. W swoich myślach, przyzwyczajeniach i postawach.

Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia mogą stać się momentem refleksji nad wieloma zagadnieniami będącymi dotychczas poza polem naszej zadumy i dyskusji. Zostało to trochę wymuszone zmianami w naszym dotychczasowym stylu życia, a w szczególności stylu konsumpcji. Ten dziejowy moment, nie bójmy się teraz używać wielkich słów, stanowi jednak ogromną szansę na wprowadzenia realnych, potrzebnych a wręcz nieuniknionych zmian.

Od 45 lat staram się polepszyć życie i los karpi sprzedawanych żywcem w Polsce tuż przed świętami. Przewożone i przetrzymywane w dramatycznych warunkach, miliony żywych istnień nie mogące się bronić a nawet wydać głosu, nadal cierpią w imię „zwyczaju” wyniesionego z czasów komunistycznych niedoborów. Jakby tego było mało tzw. eksperci i naukowcy wspierają te barbarzyńskie zachowania tłumacząc niewytłumaczalne. Dzieje się tak w czasie kiedy na półkach wielu sklepów można nabyć żywność zdrową i nienaznaczoną cierpieniem zwierząt.

Nadchodzi czas kiedy będziemy musieli zadać sobie pytanie czy w imię naszych przyzwyczajeń nadal możemy wykorzystywać w tak haniebny sposób zwierzęta całkowicie od nas zależne. Siadając w tym roku do świątecznego stołu pomyślmy o wspólnym domu, który będziemy budować od nowa i w którym powinno znaleźć się miejsce także dla słabszych, opuszczonych i zwierząt.

Coraz więcej sklepów i całych sieci rezygnuje ze sprzedaży żywych karpi w okresie przedświątecznym. To wielka zmiana, którą należy zauważyć i jednoznacznie poprzeć. To kierunek wskazujący na wzrost świadomości i współodczuwania. Wykorzystajmy to dla wspólnego dobra.

To prawda, że katastrofa klimatyczna przyspiesza z dnia na dzień, a my nadal marzymy o powrocie do „normalności” czyli nieograniczonej konsumpcji i rozproszenia, w którym żyjemy goniąc za utraconym czasem. Jednak wcale nie trzeba tak żyć.

Zacznijmy drogę ku zmianie od siebie i naszych świątecznych stołów. Wcale nie muszą się na nich znaleźć martwe zwierzęta. Możemy wspólnie żyć na naszej planecie nie zadając niepotrzebnego cierpienia sobie, bliskim i dalekim siostrą i bracią. Najlepszego.

Jacek Bożek